Kryzys tureckiej gospodarki zahamowany.

Choć kryzys gospodarczy, który ujawnił się w sierpniu zeszłego roku  został w dużej mierze opanowany, problemy tureckiej gospodarki pozostały - ocenia "Financial Times" w publikacji z 19 marca br. 

czwartek, 21 marca 2019

Załamanie gospodarcze w Turcji było bezpośrednią konsekwencją sankcji nałożonych na ten kraj przez prezydenta USA, a te z kolei były spowodowane szeregiem sporów politycznych między Ankarą a Waszyngtonem. Dotyczyły one m.in. przetrzymywanego w Turcji amerykańskiego pastora, planów zakupu rosyjskich systemów antyrakietowych S-400 i konfliktu w Syrii.
Sankcje spowodowały dalszy odpływ zagranicznych inwestorów z Turcji i postępującą deprecjację liry, a to w konsekwencji doprowadziło do recesji. W zeszłym tygodniu podano oficjalnie, że w ostatnim kwartale 2018 r. turecka gospodarka znów się skurczyła, co oznacza, że po raz pierwszy od dekady znalazła się w recesji.
W ostatnich miesiącach spadek wartości tureckiej waluty został zahamowany i nawet zaczęła się ona umacniać w stosunku do dolara, nie ma poczucia paniki wśród inwestorów, a zarówno prezydent Erdogan, jak i minister finansów Berat Albayrak przekonują, że najgorsze problemy Turcja ma już za sobą, ale część ekspertów nie jest co do tego przekonana.
"W przeszłości Turcja często doświadczała recesji w kształcie litery V - z mocnym spadkiem, po którym szybko następował mocny powrót do wzrostu. Tym razem jednak ekonomiści mówią o scenariuszu w kształcie litery U lub nawet L" - pisze "FT.
Erdogan ma świadomość, że słaba kondycja gospodarki może się odbić na wynikach jego Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w zaplanowanych na 31 marca wyborach lokalnych, a jak pisze "FT", działacze partii obawiają się nawet, że może ona utracić władzę w Ankarze.
Z drugiej strony, po wyborach lokalnych przez najbliższe cztery lata nie ma w planie żadnych innych, co jest pierwszym takim okresem w czasie trwających od 16 lat rządów Erdogana. To potencjalnie dawałoby możliwość przeprowadzenia niezbędnych reform gospodarczych, które w ostatnich latach były odkładane na później, aby nie kolidowały z kolejnymi kampaniami wyborczymi.
"FT" zwraca jednak uwagę, że władze tureckie mają ograniczone możliwości działania. Najczęściej stosowanym sposobem na ożywienie gospodarki jest cięcie stóp procentowych - o których Erdogan zresztą mówił, że ich zbyt wysoki poziom jest "matką i ojcem wszelkiego zła" - ale ponieważ Turcja zmaga się także z wysoką inflacją, bank centralny nie może ich ciąć zbyt mocno i zbyt szybko.
Rząd nie może też użyć żadnego programu stymulacyjnego dla gospodarki, bo Albayrak zapowiadał, że dyscyplina fiskalna będzie podstawą jego działań i że celem na ten rok jest zejście z deficytem budżetowym do 1,8 proc. PKB. A zagraniczni inwestorzy, zanim odzyskają zaufanie do Turcji, będą bardzo uważnie patrzeć na jego działania, czy nie łamie on obietnic.
W tej sytuacji jedynym wyjściem jest, zdaniem analityków, skłonienie banków do tego, by zaczęły więcej i taniej pożyczać. Ale obniżenie standardów kredytowych oznacza z kolei, że będzie rósł problem złych długów. Z powodu kryzysu wiele tureckich firm już teraz ma kłopoty z regulowaniem na czas swoich zobowiązań. Oficjalnie odsetek złych długów wynosi obecnie 4 proc., według przeprowadzonych w grudniu stress-testów może on osiągnąć 6 proc., choć zdaniem wielu analityków ta liczba jest zaniżona i spodziewają się oni na koniec roku tej stopy na poziomie 7-9 proc.
( tekst za PAP)